Przyczynowość umiera w czarnych dziurach

11

Spadasz. I nie z wdziękiem. Grawitacja rozciąga cząsteczki, zamieniając je w dosłowną „spaghettiyfikację”, a następnie rozrywa je na kawałki. Masz szczęście. Twój zaawansowany technologicznie kombinezon kompresyjny utrzymuje ciało razem, gdy szybujesz w pustkę kosmiczną. Przekraczasz horyzont zdarzeń. Punkt bez powrotu. Wszystko pogrąża się w ciemności. Z wyjątkiem światła. Błyski promieniowania przemykają obok ciebie. Ich prędkość poruszania się jest bliska prędkości światła. Natychmiast by cię wyparowali. Ale kombinezon blokuje promieniowanie. Dobra robota.

Potem robi się jeszcze dziwniej.

Horyzont Cauchy’ego

Stoisz przed drugą granicą. Horyzont Cauchy’ego. Niewiele osób o tym mówi. To nie jest krawędź przepaści. To jest głębsze. Tutaj przestrzeń i czas zmieniają role. Czas staje się przestrzenny, a przestrzeń staje się czasowa. Wszechświat zostaje wywrócony do góry nogami.

Fizyka klasyczna opiera się na przyczynowości. Najpierw następuje jedno wydarzenie, potem drugie. Od przeszłości do przyszłości. Zawsze do przodu. Deterministyczny. Możliwy do przewidzenia. Jeśli rzucisz kamień, wiesz, gdzie wyląduje. Masa plus siła równa się trajektoria. Tylko. Nawet mechanika kwantowa, ze swoją chaotyczną losowością, nie łamie całkowicie tych praw w skali ludzkiej. Determinizm zwykle działa.

Ale nie tutaj.

Pętle czasowe

Wewnątrz tej wirującej czarnej dziury rzeczywistość działa nieprawidłowo. W normalnej przestrzeni możesz poruszać się w dowolnym miejscu przestrzeni, ale tylko w jednym kierunku czasu – do przodu. Przekroczyłeś pierwszy horyzont? Teraz możesz poruszać się tylko do wewnątrz. Przestrzeń ciągnie cię w dół jak wodospad. Jednak czas nadal wydaje się normalny. Dla zewnętrznego obserwatora obserwującego Twój upadek, wydajesz się zamrożony. Utknąłem na krawędzi na zawsze. Tak działa dylatacja czasu.

Ale dla ciebie? Czas ciągle tyka. Do horyzontu Cauchy’ego.

Za tą linią kryją się zamknięte linie świata. Brzmi jak science-fiction. Właściwie to matematyka. Ogólna teoria względności dopuszcza taką możliwość. Linie te zachowują się w czasie jak wstęga Möbiusa. Idziesz do przodu, w przyszłość. Robisz pętlę. Odnajdujesz się w przeszłości. Wróć do teraźniejszości. Pętla. Koło. Węzeł w historii.

Związki przyczynowe nie istnieją już w takiej postaci, w jakiej je znasz.

Przeszłość niekoniecznie tworzy przyszłość. Przyszłość może powodować przeszłość. Kolejność działań jest rozproszona. Determinizm zanika.

Spróbuj rzucić tam kamieniem. Mając pełną wiedzę o jego masie, kształcie i prędkości? To nie ma sensu. Mógłby cię uderzyć w głowę. Potrafi zamienić się w dynię. Fizyka nie jest w stanie tego przewidzieć. Informacje nie przepływają liniowo. Los kamienia zależy od chwili rzucenia. Króluje chaos.

Czy zaufałbyś temu skafanderowi kosmicznemu?

Prawdopodobnie nie. Ale zaufanie ma niewielkie znaczenie. Nie ma wyjścia. Nie ma dla ciebie żadnego luku ratunkowego. Do skafandra kosmicznego. Albo na dynię. Utknąłeś.

Kosmiczna cenzura

Czy to nie łamie całej fizyki? Czy to nie oznacza, że ​​rzeczywistość jest kłamstwem? Nie. Wchodzi w życie „kosmiczna cenzura”. Ubezpieczenie teoretyczne. Osobliwości to punkty o nieskończonej gęstości. Zła wiadomość dla przewidywalności. Natura prawdopodobnie ukrywa je za horyzontem zdarzeń. Nic z wnętrza nie może wysłać sygnału na zewnątrz. Naruszenie zasad ma charakter lokalny.

To jest cenzura chronologiczna. Jeśli przyczynowość załamie się w osobliwości, nie ma to wpływu na resztę wszechświata. Uszkodzenie jest izolowane. Jesteśmy bezpieczni. Przyczynowość utrzymuje się wszędzie z wyjątkiem tam. Tylko ty umierasz inaczej.

Testowanie tej hipotezy jest prawie niemożliwe. Wiemy, że czarne dziury się obracają. Udowodnił to Teleskop Horyzontu Zdarzeń. Czy mają ładunek elektryczny? Mało prawdopodobny. Szybko zabrakłoby im sił. Neutralizacja siebie.

Jaki jest prawdziwy problem? W stabilności.

Nieskończona energia

Teorie sugerują, że horyzont Cauchy’ego jest niestabilny. Jest delikatny. Zbyt kruche. Dodać najmniejsze oburzenie? Utracony foton. Fluktuacja kwantowa? Zapada się. Nie w nic. W rozszerzoną osobliwość.

Kiedy przekraczasz horyzont, promieniowanie gromadzi się. Niebieskie przesunięcie staje się nieskończone. Nieskończona gęstość energii. Natychmiast zostajesz rozerwany na strzępy. Twój garnitur nie ma szans. Mógł wytrzymać femtosekundę.

Oto myśl. Być może przekroczenie horyzontu Cauchy’ego cię zabije. Szybki i gwałtowny. Niekończące się promieniowanie wypala cię, zanim przyczynowość zacznie się rozpadać. Co daje do myślenia.

Czy gorzej jest przetrwać na podejściu? A może nadal jest tak samo martwy?