Jowisz nie będzie trwał wiecznie.
Ogólnie rzecz biorąc, nie tak długo.
Za miliardy lat naszą gazową planetę czeka straszliwy rachunek. Umierające Słońce spuchnie do rozmiarów czerwonego olbrzyma i pochłonie wnętrze Układu Słonecznego. Merkury zniknie. Wenus też. Ziemia najprawdopodobniej spłonie.
Ale co stanie się z regionami zewnętrznymi? Z odległymi wędrowcami?
W końcu mamy odpowiedź.
Albo przynajmniej bardzo rozsądną hipotezę.
Astronomowie badali obiekt WD 1856 b, masywną planetę krążącą wokół białego karła. Ta gwiazda to trup. Kiedyś płonął jak nasze Słońce, ale obecnie jest zimnym, gęstym żarem w gwiazdozbiorze Draco, oddalonym o 80 lat świetlnych. Nie żyje od 10 miliardów lat.
Planeta przetrwała.
Ledwo.
Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba zarejestrował przejście planety przed martwą gwiazdą. Naukowcy wykorzystali spektrograf bliskiej podczerwieni (NIROSpec) do analizy jego światła. Znaleźli metan, aerozole i małe cząsteczki chmur unoszące się we mgle.
Po raz pierwszy w historii udało się zarejestrować atmosferę planety krążącej wokół zwłok gwiazdowych.
„To jak użycie wehikułu czasu, aby zajrzeć w przyszłość.”
Cytat ten pochodzi od doktora Ryana McDonalda, który pracuje na Uniwersytecie St Andrews. I ma rację. To nie jest historia. To jest proroctwo.
WD 1856 b jest ogromny.
Niewyobrażalnie ogromny.
Jego masa waha się od 4,3 do około 11 mas Jowisza. Ale to nie jej rozmiar czyni ją niesamowitą. I bliskość gwiazdy. Planeta jest siedem razy szersza od swojej gwiazdy macierzystej. To jak olbrzym krążący po marmurze.
To właśnie jest dziwne. Na planecie nie powinno być tak gorąco.
Odizolowane planety znajdujące się w takiej odległości od źródeł ciepła powinny być zimne. Około 160 Kelwinów.
A ten? 390–412 Kelwinów.
To prawie 400 stopni Fahrenheita. Goręcej, niż możesz sobie wyobrazić.
Dlaczego?
Ostatnio zrobiło się ciepło. A przynajmniej stosunkowo niedawno. Gdzieś pomiędzy 3 a 5 miliardami lat temu świat ten zbliżył się do gwiazdy.
Doktor Christopher O’Connor z Northwestern University uważa, że planeta jest uwięziona w przyciąganiu grawitacyjnym. Biały karzeł przyciągnął ją bliżej. Siły pływowe rozerwały jej rdzeń, a tarcie „zagotowało” atmosferę.
Od tego czasu stopniowo się ochłodziło.
Ale jak się tam dostała?
Gwiazda nigdy nie mieszkała samotnie. Jest częścią potrójnego systemu. Satelity mogłyby wepchnąć go do środka za pomocą swoich „łokieć grawitacyjnych”. A może nigdy nie opuściła tego obszaru.
Istnieją dwie teorie.
1. Planeta została wchłonięta przez fazę czerwonego olbrzyma i wywalczyła sobie drogę z wnętrza pyłu gwiazdowego.
2. Siły grawitacyjne sąsiadujących gwiazd wyciągnęły ją z bezpiecznej, szerokiej orbity do śmiertelnej strefy obok białego karła.
Nikt jeszcze nie wie tego na pewno.
Ale nauka nie stoi w miejscu.
Doktor Victoria Boehm z Cornell University już planuje kolejne obserwacje. Zaobserwowała cztery kolejne tranzyty za pomocą Webba, czekając na wyjaśnienie składu chemicznego.
To wydaje się ważne.
Zawsze spoglądamy wstecz w przestrzeń. Światło potrzebuje czasu, aby podróżować. Widzimy gwiazdy takimi, jakie były eony temu. Chmury kurzu zamrożone w ich „krzykach narodzin”.
Ale ten przypadek? Patrzy przed siebie.
Słońcu pozostało około pięciu miliardów lat życia. Wtedy zacznie się obrzęk. Zbliżają się czasy apokalipsy. WD 1856 b pokazuje nam ocalałego. Nadęta, rozgrzana skorupa krążąca po ciszy.
Czy to właśnie nas czeka?
Prawdopodobnie.
Wyniki zostaną opublikowane w tym tygodniu w czasopiśmie Nature. McDonald i in., 2026. Jeśli potrzebujesz dowodów, zobacz cytat.
Ale lubię wyobrażać sobie chmury metanu. Cienki, dryfujący wokół ciemnej gwiazdy, która kiedyś dawała nam światło.
