Dlaczego światło potrzebuje 170 000 lat, aby opuścić Słońce, zanim w ciągu kilku minut dotrze do Ziemi

15

Wychodzisz z imprezy. Noc się skończyła, nogi są zmęczone, a do drzwi jest tylko dziesięć kroków. Ale tu pojawia się problem.

Ktoś chce Ci pokazać zabawnego mema. Wtedy ten drugi potrzebuje przytulenia. Inny znajomy opowiada historię o swoim byłym, która wymaga całego monologu.

Zanim w końcu przekroczysz próg i wyjdziesz na werandę, godzina zniknie bez śladu.

Takie jest życie fotonu powstałego w jądrze Słońca.

Wiemy, że światło słoneczne potrzebuje 8 minut na przebycie 150 milionów kilometrów między gwiazdą a Ziemią. Wydaje się, że jest to natychmiastowe. Wydaje się prosto do przodu. Ale ta prędkość dotyczy tylko ostatniego etapu podróży. Zanim energia ta dotrze do naszej atmosfery, przechodzi labiryntową podróż przez wewnętrzne warstwy Słońca, trwającą tysiąclecia.

Mit linii prostej

Logiczne jest założenie, że energia wystrzeliwuje z centrum Słońca jak kula. Gdyby przestrzeń była pusta, foton promieniowania gamma pokonywałby odległość od jądra do powierzchni (695 700 km) w zaledwie 2,3 sekundy.

Ale tak się nie dzieje.

Wewnętrzna struktura Słońca to gęsta zupa plazmy. Jest tak ciasno upakowany, że foton z trudem może pokonać szerokość włosa, zanim zderzy się z inną naładowaną cząstką. Jest pochłaniany, rozpraszany i ponownie emitowany w zupełnie przypadkowym kierunku. Lub odbija się z boku. Poza tym. I znowu.

Fizycy nazywają to „spacerem losowym”.

Przez długi czas w obliczeniach zakładano, że długość kroku – odległość, jaką pokonuje foton przed zderzeniem – jest stała. Naukowcy oszacowali tę odległość na 0,5–1 centymetra. Podłączyli te liczby do modelu dyfuzji. Wynik? Energia opuszcza gwiazdę w ciągu od 3000 do 90 000 lat.

Blisko, ale błędnie.

Błąd w oszacowaniu gęstości

W 1992 roku astrofizycy Romas Mitalas i Kenneth R. Sills z Uniwersytetu Zachodniego Ontario przeanalizowali dane. Znaleźli błąd w założeniu stałej długości kroku.

Słońce nie ma jednolitej gęstości. Jest bardziej ściśnięty w środku i staje się mniej gęsty w kierunku krawędzi.

Wyobraź sobie naukowca stojącego po drugiej stronie ulicy i obserwującego, jak przechodzisz z samochodu na chodnik. Należy pomnożyć tę krótką serię, aby obliczyć prędkość chodzenia. Następnie na podstawie tej prędkości odgadnie, ile czasu zajęło Ci przedostanie się przez ciasny dom.

Zignorował swoich przyjaciół, zatrzymując cię w środku. Zmierzył jedynie wolną przestrzeń na ulicy.

Mitalas i Sills zdali sobie sprawę, że „wolnej przestrzeni” wewnątrz Słońca jest znacznie mniej, niż wcześniej sądzono, zwłaszcza w wewnętrznych warstwach. Kiedy modelowali rzeczywiste gradienty gęstości we wnętrzu Słońca, liczby zmieniły się dramatycznie.

Długość kroku spadła poniżej 0,1 cm przy ponad 50% promienia Słońca.

Najmniejsza zmiana. Ogromne konsekwencje.

170 000 lat czekania

Korekta ta nie tylko skorygowała ocenę. Przepisała chronologię.

Czas dyfuzji rozciągał się od dziesiątek tysięcy lat do około 170 000 lat.

Tyle czasu energia spędza uwięziona w przypadkowym spacerze, zanim przedostanie się do fotosfery. Odbija się, rozprasza i wnika głębiej w niepewność, aż w końcu dociera na powierzchnię.

Po przejściu przez fotosferę ścieżka się otwiera. Nigdy więcej cząstek blokujących drogę. Próżnia kosmiczna jest pusta. Energia przyspiesza do prędkości światła, docierając do Ziemi w nieco ponad 8 minut.

Ciepło starożytnej historii

Zatem następnym razem, gdy poczujesz ciepło słońca na swojej skórze, zdaj sobie sprawę, że to, co czujesz, nie jest związane z bieżącymi wydarzeniami. Czujesz prehistoryczną przeszłość.

Energia, która ogrzewa twoją twarz, opuściła rdzeń ponad 100 000 lat temu. Miało to miejsce zanim starożytni Egipcjanie ułożyli pierwsze kamienie pod piramidy. Miało to miejsce przed ustąpieniem ostatniej epoki lodowcowej. Ciepło, które czujesz, jest skamieniałością zrodzoną w głębinach na długo przed powstaniem ludzkiej cywilizacji.

W końcu foton wybuchł. Długa podróż dobiegła końca. I oto on.