Nie można sobie wyobrazić Świąt bez usłyszenia śpiewu Binga Crosby’ego „White Christmas”. Ta piosenka stała się kamieniem probierczym kultury. Must-have na sezon wakacyjny. Ale liczby, które za tym stoją, są po prostu zdumiewające.
Teksty i muzykę napisał Irving Berlin. Podarował tę piosenkę Crosby’emu do filmu Wakacje z 1942 roku . Utwór pojawił się w kinach w tym samym roku. Natychmiast stał się hitem.
Potem historia potoczyła się swoim torem. Piosenka nadal się sprzedawała. I sprzedaj. I sprzedaj.
Według Księgi Rekordów Guinnessa „Białe Boże Narodzenie” ma dwa wspaniałe tytuły. Jest to najlepiej sprzedający się świąteczny singiel wszechczasów. Oczywiście z wyłączeniem danych przesyłanych strumieniowo. Jest to także najlepiej sprzedający się singiel w historii ludzkości.
Pomyśl o tej skali.
Inne utwory zbliżają się do tej liczby. Ale nikt nie jest w stanie go pokonać. Dziesięć lat później dominuje na listach przebojów. Jest grany w każdej stacji radiowej. Definiuje święto milionów ludzi.
Nagranie z 1942 r. pozostaje standardem. Hollywood dało nam film. Berlin dał nam melodię. Crosby dał nam swój głos.
Reszta to tylko hałas.
„White Christmas” jest najlepiej sprzedającym się singlem wszechczasów.
Wciąż kłócimy się o najlepsze piosenki. Omawiamy najlepsze albumy. Ale ta liczba nie kłamie.
Jeden rekord. Jeden piosenkarz. Jedna zima.
To wciąż brzmi. Wciąż dotyka ludzi.
Kto jeszcze może się równać?