Dane klimatyczne TRACE wydają się skąpe. Zbyt skromne.

3

Coś jest nie tak z liczbami.

Nie drobnostka, nie nudny błąd statystyczny. Chodzi o coś, co sprawia, że ​​​​zastanawiasz się: kto tak naprawdę kieruje teraz polityką? Nowe badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Północnej Arizony (NAU) sugeruje, że globalna baza danych o emisjach stworzona przez konsorcjum Climate TRACE (w którego tworzeniu brał udział Albert 戈尔) zaniża emisję dwutlenku węgla z samochodów osobowych i ciężarowych w miastach średnio o siedemdziesiąt procent.

Siedemdziesiąt procent.

To dziura tak wielka, że ​​można w nią wcisnąć cały system transportowy.


Porównanie z Vulcanem

Kevin Gurney kieruje pracami w Szkole Informatyki NAU. Jego zespół przeanalizował, w jaki sposób Climate TRACE szacuje zanieczyszczenie powodowane przez autostrady. Nie działali przypadkowo: dane porównano z projektem Vulcan, który jest dzieckiem Gurneya. Vulcan to baza danych o wysokiej rozdzielczości, skalibrowana na podstawie rzeczywistych danych o ruchu drogowym i zużyciu paliwa. Nie jest doskonały, ale ma błąd około czternastu procent.

Czternaście procent to wartość akceptowalna dla tego obszaru.

Siedemdziesiąt procent zniknęło.

„Według Climate TRACE emisje CO₂ były średnio o 70% niższe” – powiedział Bilal Aslam, postdoc zajmujący się projektem, nazywając tę ​​różnicę „ogłuszającą”.

W niektórych miastach sytuacja była jeszcze gorsza. Indianapolis, Nashville i inne wykazały zaniżenia przekraczające 90%. Autorzy nie twierdzą, że dane są sfabrykowane. Wskazują jedynie, że sztuczna inteligencja stojąca za tymi obliczeniami jest „ślepa” na to, gdzie faktycznie znajduje się zanieczyszczenie.


Sztuczna inteligencja potrzebuje ograniczeń

To nie jest tylko uwaga techniczna. Stanowi to problem dla każdego, kto opiera się na tych liczbach, tworząc przepisy, budżet na czystą energię lub próbując wykazać kontrolę nad systemem wymykającym się spod kontroli.

W badaniu zauważono, że podobne problemy z szacunkami emisji z elektrowni obserwowano w poprzednich badaniach. Dodając samochody do elektrowni, uzyskujemy obraz, na którym w monitorowaniu opartym na sztucznej inteligencji brakuje ponad połowy emisji pochodzących ze spalania paliw kopalnych w amerykańskich miastach.

Dlaczego tak się dzieje?

Być może dlatego, że prędkość jest ceniona ponad weryfikację. Ponieważ technologie są nowe. Bo piękna deska rozdzielcza wygląda lepiej niż skrupulatne mierzenie prawdy.

„Bez tego” – ostrzegł Gurney – „wprowadzamy w błąd decydentów”.

Zaufanie wyparowuje, gdy fundament znika spod stóp.

W artykule zaproponowano ulepszenia: większy rygor naukowy, większą przejrzystość i weryfikację przez niezależnych ekspertów, którzy nie byli zaangażowani w tworzenie narzędzia. Żadnych wielkich decyzji. Żadnych magicznych aktualizacji. Tylko ciężka praca.

Gurney spędził dwadzieścia lat na tworzeniu narzędzi do mapowania gazów cieplarnianych. Widział, jak monitoring atmosfery potwierdził jego oceny. Teraz widzi upadek innego systemu.

Kto zatem sprawdza kontrolerów?

Dane pozostają publicznie dostępne. Ludzie nadal podejmują na ich podstawie decyzje. A gdzieś w arkuszu kalkulacyjnym prawda pozostaje zagubiona.


Źródło: Gurney, K. R., Aslam, B. i Dass, P. „Ocena dokładności globalnych emisji CO₂ z pojazdów silnikowych na podstawie danych Climate Trace”, Environmental Research Letters (5 maja 2026 r.). DOI: 10.1081748932/ae635