Jak Donald Blake stał się Thorem: Jaskinia, w której wszystko się zaczęło

5

Donald Blake nie obudził się pewnego dnia z piorunem w żyłach. Był lekarzem. Śmiertelnicy. Mężczyzna ze stetoskopem i pilną potrzebą wakacji. Wszystko się zmieniło, kiedy znalazł się w Norwegii.

Wycieczka miała mieć charakter relaksacyjny. Zamiast tego przerodziło się to w inwazję. Pojawili się Kamieni Ludzie z Saturna. Nie z przyjacielskim powitaniem. I z wrogością. Blake pobiegł. Wbiegł do najbliższej jaskini, a jego walące serce próbowało wyskoczyć z klatki piersiowej, gdy próbował uciec przed zagrożeniem ze strony obcych.

Tam, w ciemności, znalazł laskę.

To nie była tylko laska. To był klucz. Kiedy Blake uderzył laską w ścianę jaskini, coś się zmieniło. Powietrze iskrzyło się. Ból jego śmiertelnego ciała zniknął. Zastąpiła ją siła. Grzmot. I zbroja.

Nie był już Donaldem Blakiem. Był Thorem.

Transformacja nie była przypadkowa. Było to spowodowane konkretnym działaniem. Uderz laską. Zmień osobowość. Ten moment nie tylko przedstawił superbohatera. Położył podwaliny pod dualizm, który definiował charakter na dziesięciolecia. Dwa życia. Jeden sekret. Jeden młotek.

Dlaczego Norwegia? Dlaczego Kamieni Ludzie? Szczegóły mogą wydawać się komiksowym folklorem z innej epoki. Mechanizm jest jednak prosty. Mężczyzna szuka schronienia. Znajduje przedmiot. Podejmuje działanie. Staje się bogiem.

To jest pochodzenie. To nie wypadek w laboratorium. To nie jest ukąszenie radioaktywnego pająka. Chwila strachu. Kawałek drewna. Ściana.